Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dress. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dress. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lipca 2009

Lulu na kładce

Nagle sama stęskniłam się za własnym blogiem Metki i wznawiam jego działalność tekstem o filmie "Coco Chanel", może kogoś zaciekawi...

Image Hosted by ImageShack.us
Za tymi butami ogląda się większość mijanych osób - niektórzy z rozbawieniem, inni zniesmaczeni, a jeszcze inni z zachwytem i zazdrością :-D Z kolei, gdy odbierałam tę sukienkę z ulubionej pralni chemicznej, urocza Pani (zdjęcie yorka i Papieża na jednej makatce) zaklinała mnie: "Proszę to zakładać tylko, gdy mocno dzwonią!". Proszę w tym konfrontować tylko arcyważne okazje... Strój jest dla mnie - i dla tej pani - rodzajem konfrontacji: wyjścia naprzeciw światu, który również wobec mnie nie zawsze jest przyjazny. Pierwotnie i biologicznie strój jest przyodziewkiem: odziani konfrontujemy kapryśną naturę, po prostu chronimy się przed zimnem i zewnętrznymi niebiezpieczeństwami. W obrębie naszej kultury strój źródłowo jest konfrontacją wstydu: Adam i Ewa nie zaczęli się ubierać z uwagi na chłody w Raju: pozakrywali się figowymi listkami skonfrontowani z własną wstydliwą seksualnością. Figowe listki to ich uniformy, które zaaplikowali naprędce na srom. Ubieranie się naprędce w obawie przed chłodem lub wstydem to mocno atawistyczne zagranie. Czy jestem konfekcyjnie bardziej wysublimowana, gdy zakładam taki strój? Kto wie! Uważam jednak, że bez tej mentalnej konfrontacji strój jest niepełny... brak mu czegoś... tak ważnego jak pasek czy torebeczka w lamparcie cętki. Mimo wszystko, zakładam te "nagie buty" - oto przewrotność naszego czasu.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Sukienka z czarnego aksamitu, Laura Ashley Vintage,
cieliste sandały, Zara,
bransoletka, naprędce można zrobić wiele...


PS1. Zdjęcia wykonał człowiek-statyw, który przedtem solidnie wyszorował podłogi. Przedstawiamy idealny porządek domowy w drodze współpracy polsko-sinologicznej :-D

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Kocham kierpce i kwiaty


Dziś uznałam, że kierpce to naprawdę najlepsze buty na upały. Kierpce całe ręcznie robione, niedrogie, wygodne i genialnie proste w konstrukcji. Do tego krajowe, niechińskie. Suknia miała być z szantungu jedwabnego, a to jest właśnie tzw. prototyp ze starej szmaty. Stara szmata to zapomniany materiał z naszej przepastnej szafy z tkaninami, całkiem miły w obsłudze... i ultramodny jeśli chodzi o deseń. Chciałybyśmy takich sukienek szyć dziesiątki i podbić nimi świat. Można nosić z kierpcami... I to Anna zrobiła większość tych zdjęć... oto siła terroru ;-)

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us





Kwiecista suknia, made to measure in Poland...,
kierpce, polish traditional shoes for children and adults,
naszyjnik, HM.

poniedziałek, 25 maja 2009

PLEATS Please!

Image Hosted by ImageShack.us
Odkąd pamiętam wszyscy zazdroszczą mi szyjącej mamy. Przyznaję - posiadanie szyjącej mamy jest w dechę. Obserwowanie szyjącej mamy jest bardzo zabawne - szczególnie, gdy tworzy stroje z fanaberiami, na przykład gustowną retro wstawką z plis. Krzyczy, wali w maszynę, przyzywa świętych oraz aniołów, ogólnie - jest mocno nie w sosie. Ba! Twierdzi, że to już bezsprzecznie ostatnia rzecz, którą szyje ;-D Smutne fakty przedstawiają się tak, że nawet gdyby chciał, nie znalazłby już właściwie żadnego zakładu plisującego tkaniny na zamówienie. Czasy solejek bezpowrotnie już chyba odeszły do lamusa, a materie poddane wszelkiego sortu termicznej obróbce można już kupić gotowe w belach... z nich właśnie tworzone są te barbarzyńskie, bazarowe suknie na wesela i chrzciny. Żeby coś własnoręcznie uplisować - i tu mówię z tzw. własnej autopsji :-) - trzeba włożyć niemało wysiłku. Najważniejszy jest jednak duch zespołowy! W sukience plisowań nie za wiele, ale trzeba było się pomęczyć. Mam ją od lat. Jej paradoks - ma na stałe plisy, ale poza tym: można ją zwinąć w kłębek i przejechać pół świata, nigdy się nie pomnie :-D Natomiast pasek nabyłam en passant w ulubionym Barze Olszynka. Już jestem w nim zakochana bez pamięci. No dobra - też uważam, że plisy są dla starszych pań... ale jak miło sobie na nie popatrzeć. Monotonia fotograficzna zaś wypływa z faktu, że nie mogę się nadziwić, ile fajnych rzeczy można zrobić takim fatalnym aparatem, i do tego częściowo zepsutym.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Sukienka z brzoskwiniowej skórki: mama, która jutro ma swój dzień,
Pasek ze złotą klamrą, Vintage.


PS. Posyłam na allegro parę sztuk odzieży, w tym ukochany płaszcz - może ktoś teraz zapała do niego miłością:
Image Hosted by ImageShack.us

sobota, 23 maja 2009

Cóż za szykowne uszy!

Image Hosted by ImageShack.us

Tradycji stało się zadość i kolejny raz kupiłam na Targach Książki nową, wspaniałą pozycję na interesujący mnie temat. Ot, monografia niezwykle chwytliwego, lecz zagadkowego, pojęcia, jakim jest "glamour". Na czterystu stronach autor rozwodzi się nad kulturą popularną, ale też sięga do czasów sprzed telewizji i tym podobnych ogłupiaczy. Mniam. Książka o "glamour" sama w sobie jest szykowna, a do lektury najlepsze... szykowne filcowe uszy. Zbieram książki i inne gadżety w czerni i bieli. Buty - jak zwykle w cekiny. Mimo deszczowej pogody warto było przespacerować pół dzielnicy i usłyszeć, jak zblazowy Maleńczuk na święcie naszej Saskiej Kępy śpiewa "Czerwone tango", zapewniając o tym, że w Pradze jest wiele socjalizmu. No cóż... publiczność kręciła nosem. Natomiast z całą stanowczością polecam film na podstawie "Wojny polsko-ruskiej", absolutnie niewarto tego nie obejrzeć.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Uszaty kapelutek, Smyk,
kwiatek, who knows,
spodnie, HM,
czarna sukienka, mom's work,
zdobione espadryle, skądś się wzięły...
"Glamour. A History", American Bookstore.


PS. Polecam nowe czasopismo o modzie, którego autorkami są polskie szafiarki - naprawdę bardzo ładne!

czwartek, 14 maja 2009

Szarzyzna

Image Hosted by ImageShack.us
Samo to dziwaczne słowo odnosi się do grubego sukna w wersji saute. Szarza, szarzyzna - pachnąca, prymitywna, zgrzebna - tkanina, która w mojej wyobraźni pachnie sianem, świeżo skoszoną trawą. Miałam w życiu przyjemność produkować własnoręcznie przędzę: gdy ludzka ręka w sposób najzupełniej babarzyński wtapia się w jałowe czesanki, w niewiarygodne - bo powstałe nagle tu i teraz - sploty czegoś, co jeszcze przed chwilą stanowiło owcze runo... well, inaczej wtedy myśli się o konfekcji. Nie wiem, czy ktoś też to zauważa. Ubrania w wielkich sklepach nie pachną. Znakujemy je dopiero perfumami. Złocony flakon Laurenta, wymierzony w moją sukienkę, jest równie zwierzęcy, co kocia szczynka na łazienkowym dywaniku. Idea bezzapachowych ubrań wcale do mnie nie przemawia. Gdy robię na drutach sweter z czystej wełny po godzinie mam ręce przesiąknięte zapachem włóczki - wtedy czuję się jak Heideggerowski bohater... ten od młotka! Zaczynam nabierać rozeznania: wyznawać się na rzeczy. Tego samego doznaje się chyba, gdy rozcieramy w ogrodzie w palcach listki melisy czy mięty. Jednak nie ma już zapachów zaklętych w ubiorach. Napawa mnie to melancholią... a może właściwie wzięła się ona z przypatrywania dziełu Roberta Kuśmirowskiego w Zachęcie? Gorąco polecam wystawę Inwazja dźwięku - nie tylko dlatego, że jest tam zgrabny egzemplarz (stan idealny!) moich pierwszych organów elektrycznych "Student" :-)

Image Hosted by ImageShack.us

Szara sukienka, HM, absolutnie od lat ulubiona,
Pasek, Camaieu, jeden z moich ulubionych rozweselaczy odzieżowych,
torebka, Top Secret.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Troll by Jakby Jacobs

Image Hosted by ImageShack.us

Pewnie ja też nigdy nie kupiłabym takiej torebki, gdyby nie kosztowała 19 złotych. Zwiedziłam dawno niewidziany sklep polskiej sieci Troll i wyszłam zaśmiewając się jak kompletny idiota... z tym plastikowym cudeńkiem rodem z kolekcji boskiego Marka. Z zasady nigdy nie noszę podróbek, nie noszę na sobie logotypów znanych koncernów, unikam ostentacji metkowej - siłą rzeczy, nie gnam za tym, co aktualnie najbardziej wulgarnie - bazarowo - modne. Ale taka głupotka sprawia mnóstwo radości - w dodatku (sic!) ileż można tam napchać! Muszę powiedzieć, że Jakby Jacobs cholernie mnie wzruszył. Przy czarnych ubraniach założyłam sobie dwie dyspensy: torebka lub buty. Tym razem padło na torebkę. Buty to marzenie - ze skóry, w idiotycznej cenie, obłędnie wygodne, już schodzone, choć mam je miesiąc. Natomiast jazda po wintydżu dziś rewelacyjna - skórkowe buty, muszka za złotówkę oraz nieprzeciętna sukienka z koronką - prawdziwy odlot, ale to kiedyś pokażę, jak się przerobi...

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Skórzane czółenka Deichmann na niskim obcasie, 119 złotych,
sukienka kimonowa, Zara,
bluzka HM,
torebka, Troll, 19 złotych,
muszka, Vintage,
agrafka - najbardziej bulwersujący przechodniów element stroju,
lilak, błędnie zwany bzem = obdarte łydki łowcy.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Dawno temu w kokonie.

Jakiś program przyrodniczo-kulinarny podał, że w którejś prowincji Chin na Nowy Rok jada się zupę z ryżowymi kuleczkami, przypominającymi kokony. Kokon to w ojczyźnie jedwabiu tradycyjny symbol szczęścia. Kokony to delikatna materia. Moczy się je w gorącej wodzie, aby unieszkodliwić znajdującą się w nich larwę. Jeśli larwa przerwie kokon - nici z jedwabiu... a raczej właśnie - brak nici z jedwabiu... Jedwabna przędza to jedno z bardziej niezwykłych odkryć cywilizacji. W jednym kokonie jest jej aż 1000 metrów. Na krawat trzeba 111 kokonów, na bluzkę 630. Na moje oko na tę suknię zużyto ponad 1000 kokonów. To wprost kilometry przędzy! Znaleziona w idealnym stanie w ciucholandzie, kosztowała ok. 7 złotych. Czy istnieje lepszy interes w dziedzinie odzieżowej? Sukienka jest absolutnie idealna i jej kolor zniewala, do tego jest moja - Anna zrzekła się jej z powodu - jej zdaniem - "złych" rękawów. Nie wiem, kiedy ją założę, ale to prawdziwy skarb. Buty znalazłam na allegro po 120 złotych. Okazało się, że w HM są po 59... Nie ma to jak polska przedsiębiorczość... Są fajne - dodają 10 centymetrów i nie masakrują stóp. Satyna niestety plastykowa.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Jedwabna sukienka, Marks&Spencer Vintage,
espadryle, HM 59 złotych (na 37 pasuje idealnie rozmiar 36)

sobota, 18 kwietnia 2009

Sold for silk

Here comes Johnny Bore, He collapsed on the floor - They shot him up with milk... And when he died... sold him for silk. Słowa tej kultowej piosenki przypominają mi się zawsze, gdy kupuję w ciucholandzie coś z metką "Chelsea Girl". Niektórzy pewnie wiedzą, że tak w latach 80tych nazywała się marka River Island. Warholowskie Chelsea Girls to gwiazdy Vintage par excellence - jak śpiewa Nico, ich stroje to zbieranina starych, przechodzonych szmatek podejrzanego pochodzenia:

And what costume shall the poor girl wear
To all tomorrow's parties?
For Thursday's child is Sunday's clown
For whom none will go mourning.
A blackened shroud, a hand-me-down gown
Of rags and silks - a costume
Fit for one who sits and cries
For all tomorrow's parties.


Moja jedwabna sukienka nie ma tak heroicznej, ani tak heroinowej, historii - po prostu kupiłam ją przez internet za magiczną kwotę 39 złotych. Jest nowa i cała z jedwabnej satyny - jest przepiękna. Natomiast czarny żakiet z Zary ratuje mi skórę - jest czarny, równie wybrudzony sierścią jak reszta moich ubrań. Dodam, że to żakiet mojej siostry, który z konieczności w kółko pożyczam. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że prostych, codziennych spraw, typu: "konieczność ubierania się..." trzymamy się jak ostatniej deski ratunku. Czy nowymi butami wmawiam sobie, że nic się nie zmieniło? Nie wiem. Tak nie miało być, i nie przyjmuję do wiadomości, że tak się stało.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us




kwiecista sukienka jedwabna - Edith&Ella (allegro),
wełniany żakiet z żabotem, Zara,
skórzane czółenka, Stradivarius.

wtorek, 24 marca 2009

Róża wiatrów.

Image Hosted by ImageShack.us
Dzisiejsza pogoda przeszła wszelkie oczekiwania - śnieg padał około trylion razy, trylion razy zaświeciło letnie słońce. Wszystko jednak przyćmił wicher rodem z horrorów. Ogólnie - każdy misterny strój zostałby wnet spenetrowany przez arktyczne podmuchy. W takiej sytuacji trzeba ubierać się ciepło, w sumie byle jak. Bambosze służą mi już od listopada, to moje ulubione buty zimowe. Sukienkę zabrałam przez przypadek, nawet nie wiedziałam, że tak fajnie zgra się z marynarka. OK - jestem gruba - ale schudnę! Lubię połączenie zieleni i fioletów, czuję się jak wrzos...

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Queen Mabs ma na sobie:

zieloną sukienkę z dżerseju, Promod,
marynarkę z podwijanymi rękawami, Bershka,
legginsy lila, Miss Marylin,
bambosze pseudoemu, atmosphere,
pasek, z ludowego straganu,
broszkę - z zielonego kota?,
wisiorek, HM,
a króliczek jest z teskacza :-)