Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2009

Another night in, empty rooms


Chyba jeszcze w moim blogu nie było takiego total-vintage-look! A teraz proszę - something for everyone. Mogłam nie przypuszczać, że założę taką zieleń, ale gdy taka zieleń wpadnie w oko, trudno pozbyć się wrażenia, że jest to ostateczny odcień tej wspaniałej barwy. Żakardowa, krótka marynarka ma w sobie to coś - nie wiadomo, co cudowniejsze: czy splot tkaniny, czy kolor... Już widzę ją w jesiennych kompozycjach z czarnymi rajstopami. Oh so me! Kwiatowe zdjęcia pochodzą z wspaniałego wąwozu lessowego, który można podziwiać obok mojego domu. A meble? Sprawiliśmy sobie ludwiki - to straszne wykwinty, nie dla nich zsiadłe mleko z kartoflami...







Wełniana sukienka, Via Appia Vintage,
szyta na miarę marynarka z żakardu, Vintage,
skórzane pantofle, Vintage,
broszka wenecka, Vintage,
pasek, Zara.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Krótko i frędzlowato


We're having a sunsets situation here. Co tu dużo gadać - komu by się chciało blogi pisać, jak jest taki ciepły sierpień. Oto moja kolejna sukienka reprezentacyjna, tzn. coś, na co szybko można zamienić szorty i inne bzdurki domowe. Właściwie to podkradłam ją z szafy Anny, ale nie robi zbyt wiele rwetesu. Całkiem fajna ta kieca, uwielbiam ten detal z frędzlami i to "sado-maso" coś z tyłu. Butami miałam się pochwalić, że to kolejna wielka zdobycz z wyprzedaży, tymczasem - metki jeszcze nieodklejone... - przy chyba trzecim wkładaniu urwał mi się ten pasek z przodu. OK - rozumiem, że kosztowały 39 złotych, ale wcześniej ponoć 199... warto byłoby zadbać o jakąkolwiek jakość! Kupiłam je, bo uwielbiam wielokolorowe obuwie - teraz będę reklamować i czekać... kto wie, za ile mi je załatają. Damn. Oto kobieta w polskich markach... coś ja dziwnie w tym wyglądam z tym naderwanym butem i pogniecioną kiecką (bo się bateria w aparacie skończyła, gdy ją wyprasowałam specjalnie do celów fotograficznych, a potem: czekanie, czekanie, czekanie. A kto zrobił z rana 150 różnych ujęć kota?)







Sukienka z aplikacją, Reserved,
platformy w dwóch barwach, Top Secret,
jedwabna apaszka, Tesco.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Akcja Traumzimmer


Mało mnie ostatnio we własnym blogu. Powód jest prosty: nie ubieram się. Przez ostatni tydzień na zupełnie wariackich papierach postanowiłam odnowić swój stary pokój: przede wszystkim wyzbyć się niewygodnego młodzieżowego tapczanika, zmyć ze ścian kolor smętnego beżu, wyrzucić "perski" dywan, od którego wiecznie dostawałam oczopląsu. Zaczarował mnie na te kilka dni świat renowacji - w ogóle, możliwości jakie daje obecnie rynek wnętrzarski. Gdy zobaczyłam, jakie się teraz produkuje tapety, byłam w totalnym szoku i od razu zamówiłam trzy rolki tej cudownie różanej... może trochę infantylnej, trochę babciowatej, ale co tu dużo gadać: piorunująco pięknej, uspokajającej. Remont oczywiście robiłam sama, z małą pomocą domowników: przez trzy dni chodziłam w króciutkiej tunice (upały), która w finale wyglądała jak dekonstrukcyjne dzieło na miarę Margieli: ponadrywane rękawy, niezliczone plamy z farby, kleju do tapet, gruntu i zwykłego tynku. Skończyłam kompletnie wykończona w iście szatański piątek, przypłaciwszy całą inicjatywę bolesnym atakiem nerkowej kolki. Remontujący w skwarze niech pilnują, żeby się nie odwodnić! Efekt prac? Dla mnie bomba. Poziome cokoliki ładnie powiększyły optycznie pokój, vintage-firanka napełniła go słońcem, drewniana podłoga odkryta pod dywanem zachwyca sznytem dawnych dobrych czasów. A przede wszystkim - taki pokój sobie wymyśliłam i taki zrobiłam. Teraz satysfakcja - Yes, I can! A ta czarna sukienka to był mój tygodniowy strój reprezentacyjny :-D






Sukienka z hatfami, Stradivarius,
tapeta A.S. Creation Chateau II, 64 złote za rolkę,
firanka ręcznie szydełkowana(olbrzymia 2X3), wintydż (za 2 złote!!!),
Anny nowy żakiet, który na sobie pasuje, Rezerwat (nie ma to jak skopiować Topshop!)

czwartek, 30 lipca 2009

Doświadczenie wiejskie


Ostatnio w różnych kręgach panują dwie podejrzane mody: wśród fotografów na zdjęcia pod światło, a wśród ludzi miejskich na ostentacyjne degradowanie pogody do poziomu tematu w ogóle w konwersacji niewartego wzmianki. Ta ostatnia moda wydaje mi się wyjątkowo podejrzana - zdanie: "Jestem człowiekiem miejskim, mnie pogoda jest zupełnie obojętna" jakoś pobrzmiewa małomiasteczkowym kosmopolityzmem. Pogoda to wartościowy i interesujący temat - bez niego wszyscy nieznajomi świata musieliby zamilknąć! Co do zdjęć pod światło... może i fototandeta, ale jakie to wdzięczne i jak wysmukla! Ależ się zakochałam na tym polu, pełnym całkiem nowych gigantycznych snopków... w tym świetle pod światło. Cóż - wymaga to jednak o wiele lepszego sprzętu. Za to pogoda nie zawodzi. Choć przyznam szczerze, że teraz bardziej od ubioru zajmuje mnie lepienie tapet i inne takie cyklinowania.




Sukienka z elastycznego włókna, Mango,
naszyjniki, HM,
apaszka z naturalnego jedwabiu, Tesco (za 5 złotych! :-D)
buty, zamordowane skórzane baletki z Madrytu.

środa, 29 lipca 2009

Zostawić Las Vegas


Cielesność ukazana w tym poście nasunęła mi taki tytuł. Było nie było - tytuł filmu dla dorosłych dziewczynek. Powiem krótko - jest gorąco, nie będę tu udawać, że nie mam zamiłowania do szortów. Gorąc jest - bikini i szorty to podstawowy strój do ogródka. Nadmienię, że po ulicach raczej nie chodzę w spodenkach: spodenki są strojem dozwolonym do lat 25 (a może 20?), potem to pomyłka. W domowych pieleszach mogę sobie w nich paradować do woli. A bluzka - czyż nie jest wprost idealna na lato? Moje kolejne zdobycze ze sławionego second-handu. I moje gwiazdorskie siedzonko. Gwiazda Hollywood na terapii w ogródku. Niewiarygodnie komary rypią.





Spodenki, Troll,
szyfonowa bluzka, Vintage (złotówka!),
torebeczka marynarska, Vintage (złotówka!),
okulary, Bershka

PS1. Namiot Altex jest 180 km od Warszawy na południe :-D
PS2. Żaden komentator nie może mi napisać, że mam grube nogi. Wiem wiem - kiedyś byłam szczupła, a teraz możecie mi naskoczyć :-D

środa, 22 lipca 2009

Upalny raport

Image Hosted by ImageShack.us
Bieg zwolnił tempo - przyczyny są proste: lato to czas spotkań z przyjaciółmi, kilometrowych wędrówek po miastach i wsiach, luzowania rygorów. Lato to czas, który wszelkie reżymy stawia pod znakiem zapytania. Prozaicznie jednak: nie mam statywu, człowieka/statyw wywiało na północ, a mnie odwiedzili moi kochani Anglicy: jak zwykle skończyło się to pijaństwem :-) I to kobiecym :-D Blog stracił impet. Zresztą, dla mnie internet jest drugorzędną formą ekspresji, łatwo dostępną, ale ubogą w repertuar gestualny - zainternetowanym bliperom i blogerom mówię zasadnicze: "Jak wam nie szkoda czasu, skoro za oknem jest tyle szans na podbudowanie ego: wsiadajcie na rower!". Swoje zdjęcia czym prędzej pstryknęłam z parapetu i zmykam dalej zagłębiać się w upały. Prawdziwe fragmenty Katarzyny tu przedstawiam.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Czarna jedwabna bluzka, Kookai,
spódnica z szyfonu, Reserved,
pasek wypasiony jak ta lala, Stradivarius (za 29 zeta :-D)

PS1. A buty? Japonki... powiem prozaicznie: ja w te upały mam po prostu zbyt spuchnięte nogi na obcasy... w końcu jestem człowiekiem.
PS2. Hmmmm, widzę, że dziś na blogach akcja pomocy zwierzętom. Przez gorąco przestałam rejestrować - jednak popieram. Powiem tylko, że najwspanialszą wymyśloną formą pomocy zwierzętom jest zaprzestanie zjadania ich mięsa. Już prawie 20 lat nie spożywam - to nie kosztuje żadnego wysiłku, oprócz naszych własnych chęci zmienienia swojego życia - i swojego świata. Hej - nie jedzcie swoich przyjaciół! Go vegetarian!

wtorek, 14 lipca 2009

To jest but - absolut!

Image Hosted by ImageShack.us
Niedawno widziałam pewną panią w słusznym wieku, która na stopach miała parę butów z odwróconymi obcasami a la słynna fanaberia Marca Jacobsa. Patrzyłam - zaśliniona z zazdrości! - z jaką gracją i jak cudownie lekko się w nich porusza. Pani akurat była w zakupowym amoku, na ręku miała przewieszone same "dobre" ciuchy: bandażową spódnicę z marmurkowego dżinsu, tunikę o nieregularnych kształtach, asymetryczny top. Ubrana była całkiem neutralnie, ale każdy, kto choćby odrobinę szaleje za kaprysami mody, nie mógł przegapić jej cudownego obuwia! Oczywiście... chciałabym tak wyglądać za 20 lat! Moja butowa kolekcja dopiero pączkuje, ale przynam, że nie potrafię czasem nie kupić butów. Może to już choroba... Altokalcifilia? Nie, no... dla mnie buty na niskim, na wysokim obcasie to bez różnicy. Mania! W końcu, but to prawie jak byt. Jakby... różnia fonemiczna... para minimalna! Nieważne. Prawdziwy butowy orgazm mnie dopadł: kupiłam sobie - tłumaczę to prawdziwym zrządzeniem losu! - w Topshopie bliźniaczą parę moich brązowych botków z nitami. Były tylko jedne, w moim rozmiarze... przecenione z 340 na 63 złote! Euforia. Tym samym, wyrównałam rachunki z pewną znaną Francuzką :-D A teraz parę... ujęć moich domowych eksponatów.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Białe botki z nitami, Topshop,
Czerwone, elganckie baleriny, Sfera, jak wiele moich butów - pamiątka z podróży!,
Fioletowe oxfordy, Shelly's London,
Zwiariowane baleriny z pomponami, Irregular Choice, chyba najbardziej szalone moje buty - jak widać na zdjęciu powyżej - zadbano tu nawet o podeszwy...,
Ciężkie hooker-boots, ostatni nabytek, vintage za 1 złoty - z czarnymi rajstopami są zniewalające,
książka Vogue Knitting, vintage,
tablica do pisania, 1 złoty: w ramach - secondhand to prawie jak supersam!

sobota, 11 lipca 2009

Lulu na kładce

Nagle sama stęskniłam się za własnym blogiem Metki i wznawiam jego działalność tekstem o filmie "Coco Chanel", może kogoś zaciekawi...

Image Hosted by ImageShack.us
Za tymi butami ogląda się większość mijanych osób - niektórzy z rozbawieniem, inni zniesmaczeni, a jeszcze inni z zachwytem i zazdrością :-D Z kolei, gdy odbierałam tę sukienkę z ulubionej pralni chemicznej, urocza Pani (zdjęcie yorka i Papieża na jednej makatce) zaklinała mnie: "Proszę to zakładać tylko, gdy mocno dzwonią!". Proszę w tym konfrontować tylko arcyważne okazje... Strój jest dla mnie - i dla tej pani - rodzajem konfrontacji: wyjścia naprzeciw światu, który również wobec mnie nie zawsze jest przyjazny. Pierwotnie i biologicznie strój jest przyodziewkiem: odziani konfrontujemy kapryśną naturę, po prostu chronimy się przed zimnem i zewnętrznymi niebiezpieczeństwami. W obrębie naszej kultury strój źródłowo jest konfrontacją wstydu: Adam i Ewa nie zaczęli się ubierać z uwagi na chłody w Raju: pozakrywali się figowymi listkami skonfrontowani z własną wstydliwą seksualnością. Figowe listki to ich uniformy, które zaaplikowali naprędce na srom. Ubieranie się naprędce w obawie przed chłodem lub wstydem to mocno atawistyczne zagranie. Czy jestem konfekcyjnie bardziej wysublimowana, gdy zakładam taki strój? Kto wie! Uważam jednak, że bez tej mentalnej konfrontacji strój jest niepełny... brak mu czegoś... tak ważnego jak pasek czy torebeczka w lamparcie cętki. Mimo wszystko, zakładam te "nagie buty" - oto przewrotność naszego czasu.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Sukienka z czarnego aksamitu, Laura Ashley Vintage,
cieliste sandały, Zara,
bransoletka, naprędce można zrobić wiele...


PS1. Zdjęcia wykonał człowiek-statyw, który przedtem solidnie wyszorował podłogi. Przedstawiamy idealny porządek domowy w drodze współpracy polsko-sinologicznej :-D