środa, 16 września 2009

Z baskinką wśród zwierząt


Nie wiem, jak w innych częściach kraju, ale w Warszawie jest dziś naprawdę upalnie. Wrażenie pełni lata burzy tylko fantastyczny zapach zeschłych liści (topoli!), które dopiero spadają, a nie miały jeszcze czasu nadgnić w deszczu. Jest wprost cudownie, ale wolałabym już chyba trochę chłodu, bo pogoda wpadła w jakiś martwy sezon. Do tego kupiłam niedawno w lumpeksie rzecz, o której śniłam od lat... dokładnie o takiej śniłam, takiej samej! To się nazywa lumpeksowy luck, a chodzi o skórzany haftowany serdaczek z futerkiem. Jak mniemam, wkrótce się nim pochwalę w blogu, bo jestem zakochana w tym ciuchu: z nieba mi spadł i nie muszę wydawać na taki 150 złotych w głupim HM :-D Tymczasem jest gorąco, a triumfy święci moja ukochana tkanina, czyli jedwab. Oto znalezisko z hołubionego namiotu i mój niedawny łup wyprzedażowy: żakiet z baskinką. W Alejach Jerozolimskich jest pewna piwnica, wypełniona okazjami. Jestem tam może 4 razy w roku, ale zawsze wychodzę z czymś, co mnie zachwyciło. I tak też było z tą marynarką: może jest kiczowata, ale genialna, do tego się nie mnie! Niewyobrażalne ilości psów szaleją w Parku Skaryszewskim, yorki wciąż na topie, ale beagle'e dają im się we znaki...





Jedwabna koszulka w groszki, Trucco Vintage,
spodnie z wysokim stanem, Mamma mia!,
skórzany pasek, Vintage (mój ostatni nabytek - za 1,5 PLN!),
skórzane buty, Xti,
marynarka z baskinką, Calliope, 39 złotych.

PS. Aha, no i oczywiście naszyjnik z HM, który idealnie pasuje do dekoltu ;-) Teraz mogę go nosić, bo nie prowadzę auta: ten naszyjnik i pasy bezpieczeństwa nie idą w parze...

niedziela, 13 września 2009

Les Feuilles Mortes


Z cyklu "Na jesienną nutę" dzisiaj Edith Piaf wykonuje wielki standard "Autumn Leaves". Ten evergreen (!) ostatnio wzięła na swój warsztat wielka dama amerykańskiej piosenki, Diamanda Galas, zmieniając go w w trwający 6 minut i 41 sekund muzyczny orgazm: w jesienne wieczory warto posłuchać różnych wersji tej wzruszającej kompozycji. Dziś kolejny wspaniały dzień dla osób, którym muzyka klasyczna kojarzy się z czymś więcej niż reklamowymi dżinglami czy tłem scen akcji z Hollywoodzkich filmów. Sinfonia Varsovia koncertuje w swojej przyszłej siedzibie przy ulicy Grochowskiej - gmachu, który jest mi bardzo bliski, bo kiedyś uczył się tutaj mój ojciec. Dzisiaj nawet Dworzak mnie nie denerwował, za to odpłynęłam przy cudnej Francuzce, Solenne Païdassi, która wprost bosko grała Beethovena. Tego ostatniego wielu ma za efekciarza, ale ja tam Beethovena lubię słuchać, za to nienawidzę Bacha, gdyż jest babciowaty. "Babciowaty" - oto epitet, którym często opatruje się kreacje polskich bloggerek modowych. Ja tam nie wiem, ludzie wszystko muszą oceniać, jakby dopadła ich jakaś mania kategoryzacji i szufladkowania. Może czasami ktoś ma ochotę być "babciowaty", czasami "dziadkowaty", a czasami "dziecięco naiwny". Każdemu według potrzeb. Przecież wiadomo, że niejedna diabła ma pod tą spódnicą... Tak, tak: te brednie to na pewno efekt 1,5 godziny z Dworzakiem! Anyhow, my new vintage find!




Tunika w zygzaki, Zara (oj wysłużona ona już...),
marmurki, HM (moje ulubione spodnie od pół roku!),
marynarka w tenis, Thomas Nash Vintage (mój ostatni zakup, ma aż 8 kieszeni!),
skórzane baletki, Xti, z dalekiej Andaluzji,
pasek, Vintage,
broszka, Troll,
torebka, jak to mówią polskie szafiarki, DIY :-D (idealnie mieści statyw i aparat ;-))